Twoja przeglądarka nie obsługuje nowych technologii stron www!

Ta strona wymaga nowszej przeglądarki!
Spróbuj Firefoxa lub Chrome!

Z pamiętnika psychologa… raczej psycholożki ;)

W tym zawodzie także zdarzają się sytuacje niecodzienne, które różnie się kończą lub zaczynają…

Pewnego razu odebrałam ciekawy telefon. Nieznany mi mężczyzna (przedstawił się jako Grzegorz z Gdańska) chciał jak najszybciej umówić się na wizytę właśnie do mnie, do „Pani Psycholog z portalu Psychologiczna Wyspa” – jak sam mnie poinformował telefonicznie. – „Jestem marynarzem” – stwierdził – „i potrzebuję właśnie pani.”
„Dobrze, zapraszam do gabinetu” – odparłam.
Pan się ewidentnie zmartwił – „To nie przyjmuje Pani na morzu, na statku? Przecież dojeżdża Pani do pacjentów, prawda? A ja muszę się cięgle bujać, mam lęk przed byciem na stałym lądzie. Musi pani do mnie przypłynąć! Za wszelką cenę, pieniądze nie grają roli. Proszę się zastanowić. Ja jestem marynarzem i kocham Gdańsk i jak mi Pani Psycholog pomoże, to po terapii będę mógł spacerować po przepięknych uliczkach i rozkoszować się szklaneczką rumu przy Pani boku. Proszę… przecież jest Pani z Psychologicznej Wyspy…

Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tego wpisu!

Skomentuj